… Syn Człowieczy
nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć…
Piotr Paweł Oros urodził się we wsi Biri 14 lipca 1917 r., niedaleko Mariapowczi, wówczas jeszcze w Cesarstwie Austro-Węgierskim, w rodzinie kapłańskiej księdza Jana Orosa i jego żony, Elżbiety Rakowskiej. Jego starszy o trzy lata brat miał na imię Jan. Później on również został księdzem, za co zesłano go na Syberię.
Już od dzieciństwa Piotr musiał dużo podróżować: gdy miał nieco ponad rok, zmarł jego ojciec. Matka z dwoma synami przeprowadziła się do swojego rodzinnego domu we wsi Bereznyky. Dwa lata później wyszła za mąż za notariusza Tibora Dudyńskiego i przeniosła się wraz z dziećmi do sąsiedniej miejscowości Keretsky. Gdy Piotr miał prawie dziewięć lat, jego matka zmarła, ojczym ożenił się ponownie, a rok później wysłał go razem z bratem do wsi Skotarske do rodziny ks. Oleksandra Sabowa, którego żona, Anna Oros, była siostrą ich dziadka, a także matką chrzestną Piotra. Po upływie pięciu lat rodzina przeniosła się do Mukaczewa, ponieważ ks. Oleksander przeszedł na emeryturę. Rok później, po jego śmierci, Piotr zamieszkał z ks. Andrzejem Sabowem i jego rodziną w miejscowości Sokyrnytsia.
Od samego początku życie Piotra Orosa było naznaczone krzyżem: śmierć ojca i matki, odrzucenie, przeprowadzki, zmiany rodzin, granic, państw... Sam Bóg przygotowywał Piotra do misji, którą dla niego wyznaczył - niesienia Dobrej Nowiny tym, którzy cierpią, nie mogą zaspokoić najbardziej podstawowych potrzeb i tracą swoich bliskich…
… Wszystko mogę w tym,
który mnie umacnia…
W 1937 r. Piotr Oros, poczuwszy powołanie do kontynuowania rodzinnej tradycji bycia kapłanem, wstąpił do seminarium duchownego w Użhorodzie, a 18 czerwca 1942 r. został wyświęcony na księdza-celibatariusza we wsi Domanyntsi, w Mukaczewskiej Greckokatolickiej Eparchii, i natychmiast został wysłany, aby pełnić posługę we wsi Welyki Komyaty.
Po upływie dwóch lat Zakarpacie zostało zajęte przez armię czerwoną, wraz z którą przyszły na te ziemię prześladowania Kościoła, terror, groźby, aresztowania, zesłania na Syberię i morderstwa...
Nie złamało to ducha ks. Piotra Orosa. Nadal służył ludziom, najpierw w Welykich Komyatach, następnie w Bilkach w 1946 roku, a od 1949 roku w podziemiu, w ukryciu, na terytorium całej Borżawskiej Doliny. Był człowiekiem modlitwy, pokoju i szacunku dla każdego człowieka. Jego bezgraniczna hojność wywoływała nawet nieporozumienia, bo buty czy kurtkę, które właśnie mu podarowano, oddawał pierwszemu napotkanemu potrzebującemu. Nie myślał o sobie, tylko o innych. Kiedy ktoś potrzebował jego pomocy, nie miało dla niego znaczenia czy jest dzień, czy noc.
... Błogosławione Królestwo...
Ojciec Piotr czerpał siłę do życia z Eucharystii... jako dziecko, w seminarium, przed prześladowaniami, w podziemiu...
Światło w ciemnościach nocy i prześladowań, nadzieja pośród rozpaczy, miejsce spotkania ze Zbawicielem, którego Królestwo jest wieczne i poza mocą jakiejkolwiek ludzkiej władzy...
Piotr Oros po raz ostatni przyjął Komunię Świętą na chwilę przed śmiercią, na kolanach...
… Kocham Cię,
Matko Boża…
Ksiądz Piotr był wielkim czcicielem Dziewicy Maryi. Ona stała się jego prawdziwą Matką, która towarzyszyła mu w podróży, pocieszając go w bólu i dodając mu odwagi w próbach. Od najmłodszych lat Piotr nie rozstawał się z różańcem, ucząc odmawiać go zarówno dzieci, jak i osoby starsze. W czasach prześladowań zawsze nosił ze sobą ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej i umieszczał ją na prowizorycznym tronie w każdym domu, w którym sprawował Liturgię. Pozdrawiał nawet ludzi: „Chwała Jezusowi Chrystusowi i Maryi”.
… Ja nie tylko w Niego wierzę,
ale i kocham Go…
W czasach, gdy Kościół był zakazany, ojciec Piotr odprawiał nabożeństwa w nocy, ponieważ poruszanie się w ciągu dnia było niezwykle niebezpieczne. Pod osłoną ciemności chodził od wioski do wioski, sprawował liturgię, spowiadał, chrzcił, udzielał ślubów, grzebał, a przede wszystkim głosił Dobrą Nowinę. Wielokrotnie był zatrzymywany przez policję i zabierany na przesłuchania, którym towarzyszyło bicie. Nikt nigdy nie usłyszał złego słowa z ust księdza Piotra, nawet o jego wrogach, tych, którzy go nienawidzili. Zawsze powtarzał, że Kościół zmartwychwstanie...
Podczas jednego z przesłuchań oficer KGB zapytał kapłana: „Czy naprawdę wierzysz w Boga, młody człowieku?”, po czym usłyszał odpowiedź księdza Piotra: „Nie tylko w Niego wierzę, ale i kocham Go”.
… Mamy to szczęście,
że możemy cierpieć za naszą świętą wiarę…
Pod koniec maja 1953 r. ojciec Piotr został zamknięty na dziewięć dni w więzieniu w Użhorodzie. Po zwolnieniu zapytano go, czy był bity. Odpowiedział: „Nie, nie bili mnie, wręcz przeciwnie, dawałem im rekolekcje. Wysokiej rangi funkcjonariusze przychodzili i zadawali pytania dotyczące religii – jaka jest różnica między nami a prawosławnymi, co to jest Eucharystia, spowiedź itp. Nie pobili mnie, ale prawie natychmiast wypuścili”. Piotr Oros dał nawet jednemu z funkcjonariuszy różaniec i nauczył go, jak się nim modlić.
Ksiądz Piotr został zwolniony otrzymawszy obietnicę swobodnego poruszania się, pracy i uzyskania paszportu. Było mu nawet przykro, że został zwolniony. Powiedział: „Nie jestem z tego powodu szczęśliwy. Lepiej by już mnie zamknęli, bo także i tam ludzie czekają na Słowo Boże”.
… wiarę zachował…
Śmierć księdza Piotra Orosa, podobnie jak całe jego życie, zastała go w drodze, w podróży. Spieszył się, by odwiedzić umierającego z Eucharystią, ale tym razem nie zdążył. 27 sierpnia 1953 r. milicjant nie pozwolił mu wsiąść do pociągu we wsi Siltse i kilka metrów od przydrożnego krzyża zastrzelił go, powodując tym samym jego śmierć.
… Nie ma nic lepszego
niż cierpliwie
i z radością cierpieć
dla Chrystusa…
Jego zabójstwo zostało natychmiast uznane za śmierć męczeńską. Chociaż jego ciało pozostało ukryte aż do upadku Związku Radzieckiego, pamięć o nim nie zgasła w sercach wiernych.
Lata reżimu komunistycznego nie mogły zniszczyć pamięci o świętości księdza Piotra. Byli ludzie, którzy wiedzieli, że został pochowany na terenie posterunku policji w mieście Irszawa. Natychmiast po upadku Związku Radzieckiego rozpoczęły się poszukiwania szczątków kapłana, których kulminacją było odnalezienie i ponowny pochówek duchownego w kaplicy, w pobliżu kościoła, we wsi Bilki w dniu 28 sierpnia 1992 roku.